Czy wiesz, że…

czasami dziecko udaje chorobę, bo robi to dla Ciebie? Nie wie jak inaczej Cię przebudzić ze snu do obecnej miłości. Będzie wewnętrznie szczęśliwe, zewnętrznie zaś stanie się na przykład apatyczne, niedostępne albo zmieni mimikę w zależności od tego, czy je widzisz, czy patrzysz, czy i na ile jesteś. Dzieci kochają najpiękniej. Jak trzeba grając z Tobą, bo innej drogi już nie widzi… „Córeczko, dziękuję że pozwalasz mi się przyłapywać na uśmiechu. Rób to częściej. Będę czujna i obecna…”

dziecko chore fizycznie lub umysłowo – „Diagnoza człowieka to nie choroba od Boga” AHCh – doskonale wie, jak bardzo rodzice są bezradni, wystraszeni co się stanie z ich córką lub synem, czują że nie radzą sobie z myślą o śmierci potomka. Jak wtedy pomaga? Umiera z miłości dla nich… przedwcześnie. „Nic się nie obawiaj mamo / tato… nie stanę się Waszym ciężarem ponad życiem…”. Kilkakrotnie już słyszałam takie historie. Ta ostatnio opowiedziana poruszyła mnie bardzo… „Brat mamy przeszedł na emeryturę i czasami płakał po nocach ze strachu, co będzie z moją kuzynką. Im on głębiej się w tym lęku zapadał, tym bardziej ona była niespokojna. Około roku temu umarła. Zasnęła i się nie obudziła. Żadnych przyczyn… a my nie możemy zapomnieć tego jej uśmiechu na twarzy…pewnie, żeby się wujek nie martwił więcej…

krzyk wstrzymany w czasie porodu, może stać się przyczyną niemówienia przez dziecko. Czułam, że coś jest nie tak, wstydziłam się bardzo, byłam oszołomiona tym, co się wydarza dookoła i darciem się kobiety obok. Nasza córeczka praktycznie nie mówi, ma prawie 5 lat… „Krzycz Słoneczko ze mną, krzycz moje dziecko, chodĽ pokażę Ci jak…” – powiedziałam. Jeśli matka nie zawoła, dziecko się nie odważy. Jeśli to my rodzice nie weĽmiemy odpowiedzialności, ono samo nie da rady. To czego wymagasz od dziecka, jest Twoim osobistym pragnieniem. Czego żądasz od drugiego człowieka, sama dla siebie wymarzyłaś… „Mam tysiące takich oczekiwań Ania, ale milczę…”

możesz nie móc zajść w ciążę, kiedy dziecko ma być darem dla innej kobiety z rodu. To jak złożenie w ofierze komuś, kto wedle wrażliwości naszego serca zasługuje na wyrównanie za to, co nam dał, kiedy byliśmy dziećmi. Jeśli do tego nowe życie ma być w intencji wstrzymania śmierci tej kobiety – „ja żyję tylko po to, aby zobaczyć wnuki” – to strach duszy przed przyjściem na poziomie energii jest zbliżony do strachu fizycznego ciała, kiedy ono już wie że za chwilę będzie oddane do sierocińca… Dzieci przychodzą do nas i dla nas. Jest piękna przypowieść Berta o ofiarowaniu dziecka, w której zadaje pytanie o to, jak patrzyłoby dziecko na rodzica, który mówi NIE… Ty masz swój los, ja mam mój… „Kochana babciu… Twoje Nowe życie tam, kiedy Miłość zawoła, a dla nas Nowe życie tu, kiedy tylko Miłość uzna … Ale dziękuję Ci, że mi pokazałaś, jak być mamą, jak dzielić gesty dobra, mimo wszystko…”

to my rodzice odsyłamy coraz częściej nasze dzieci – mniej lub bardziej świadomie - w świat mediów. Nieuporządkowani w swojej dorosłości, pogubieni w emocjach, nie unosimy czasami więcej konfrontacji twarzą w twarz, serce do serca, słowo do słowa. To bardzo ludzkie. Jednakże odwracalne. „Dobrze Ci robi fakt, że Twój Syn siedzi godzinami przed komputerem… masz miejsce na kurczowe trzymanie się żalu do jego taty…” „Tak…a zarazem krzyczę, aby przestał”. „Przecież ma zastąpić Ci męża…”. Dla kogo, za kogo, w imię jakiej pustki wysyłasz Twoje dziecko w bezkresną przestrzeń ułudy czucia? Czego Ty nie wytrzymujesz tak bardzo… „ Kiedy wrócisz, zobaczysz jak zapadle gra, popatrz i powiedz – jesteś synku niezwykły, jak mnie w tym niesiesz przykuty do obrazów bez czucia i do złości generowanej każdą grą…”

Bert powtarzał wielokrotnie: NIGDY NIE CHODZI O DZIECI.
Dzieci są zawsze zdrowe… jeśli zdrowi są ich rodzice.
Rodzice zaś w każdej chwili mają szansę na to, aby do zdrowia powrócić, zgadzając się na miłość…

*Podane powyżej przemyślenia dotyczą określonych sesji i osób. Wglądy przychodzące z tych spotkań mogą posłużyć wielu. Dzieląc się pomnażam. Dziękuję za Wasze zaufanie.

Anna Hannah Choińska
Instytut na rzecz Pojednania w Rodzinie
Gesty miłości w służbie życia



Czy wiesz, że
  • potrzeba kontroli i złość na świat może być związana z nagłą śmiercią kogoś bliskiego
    - nie uratowałam / uratowałem, nie dopilnowałam / dopilnowałem, wymknęło mi się twoje życie spod kontroli

  • kamienie nerkowe mogą się łączyć na przykład z lękiem przed byciem matką
    - to może być identyfikacja z usunięciem ciąży, straceniem dziecka z lęku o bycie odpowiedzialnym za np. kolejne życie, nowe życie, o własne życie

  • długie konanie może oznaczać czekanie na radość w rodzinie, na moment, aż będzie gotowość na pożegnanie ze spokojem
    - rozpacz zatrzymuje, każde jej utykać, poczucie winy wynikające z zostawiania w dramacie żyjących, obciąża tego, kto odchodzi… ciąży mu życie i ciąży mu śmierć zarazem

  • nieobecność przy swoim dziecku, nie bycie dla swojego dziecka może się wiązać z obecnością wewnętrznie przy jakiejś sierocie z rodu, przy dziecku bez rodziców
    - nie ma mnie w moim domu, jak nie było tamtego rodzica, ty nie masz mnie, jako rodzica, bo jesteś przy tamtej sierocie. Służba dwojga na rzecz samotności w dwóch domach, na dwóch płaszczyznach

  • obgryzanie paznokci do krwi może być połączeniem z kimś z rodu, kto został pobity do nieprzytomności, odrzucony jako niestosowny z racji choroby umysłowej
    - każda rana na paznokciach i dookoła płytki jest na pamiątkę tego, kto był bity, dłoń połączona z dłońmi tego, kto bił – poczucie odrzucenia poprzez obgryzanie, jako miłość do chorego umysłowo chłopca z rodu
To tylko kilka przykładów dynamik rodowych w pracy z polem rodu. Historii takich i innych poznałam niezliczoną ilość w mojej pracy warsztatowej i indywidualnej. Powstać mogłaby już księga przeniesień serca w cudze historie miłości! Dlaczego piszę w formie przypuszczającej? Ponieważ sam fakt wyuczenia się tzw. dynamik hellingerowskich to nawet nie jest połowa mądrości. Pełnia tej mądrości przychodzi dopiero wtedy, kiedy otwieram umysł i serca i duszę na wszystko, co tworzy życie jako całość. Sam Bert mówił wielokrotnie: ja coś odkryłem, a wy zobaczcie, jak to jest dla danego człowieka, dla danego systemu, dla pojedynczego Losu, niesionego w dłoniach czegoś większego!

Stąd zobacz, czy coś rezonuje z tych fragmentów z Tobą. Posłuchaj z czym Ty się mierzysz i sprawdĄ, czy to nie jest już czas na pisanie Twojej własnej księgi serca o osobistym szczęściu, spełnieniu i o własnej miłości. Jestem, cokolwiek w mojej ludzkiej mocy. Wesprę Cię z radością w nowym!

Anna Hannah Choińska
Instytut na rzecz Pojednania w Rodzinie
Gesty miłości w służbie życia


"Miłość
odmierzajcie
miarą wzruszenia,
nie zaś miarą
stoczonej
o nią walki"

Anna Choińska


Klientka:
Mam problem z puszczeniem złości, która się we mnie pojawia, pretensji i żalów, które przeszkadzają bardzo zrobić kolejny krok w tej relacji. Jakbym chciała wyrównania - ja dawałam Tobie (dużo więcej), teraz Ty mi oddaj. Jesteś mi winien. Z takim zarzutem…
Ja:
Powiedz mu wewnętrznie:
oddaj mi swoje życie.
I oddychaj.
Pozwól.
Niech to przejdzie przez Ciebie.
Zobacz, co się stanie w Twoim wnętrzu.
Klientka:
A mogę nie rozumieć tego zdania wypowiadając je?
Lęk mnie ogarnia na samą myśl.
Ja:
Jeśli mówimy do kogoś z takim zarzutem:
„jesteś mi winien / jesteś mi winna”
oczekujemy podświadomie,
żeby ten ktoś oddał nam życie.
Wynosimy się ponad.
Kiedy to dotrze do ciebie w pełni,
wtedy przy kolejnej okazji, będzie łatwiej oczekiwać mniej.
Klientka:
Boże, jakie to mocne…
ANIU DZIĘKUJĘ,
myślałam że potrzebuję na to kilku sesji ale to .....
Ja:
Miłość pokazuje najszybszą drogę



Siadają, ona obok mnie, on na następnym krześle.
Po chwili ona mówi - Ty tu usiądĄ, zamieńmy się.
On wstaje - zamiana. Siada obok.
Przypominają mi się słowa Berta
o ważności miejsca przy terapeucie. Czekam.
Ona się kręci. Poprawia. Patrzy na niego. Wydaje polecenia.
Co ma zdjąć, jak ma usiąść. Kiedy ma mówić itp.
Czekam spokojnie i obserwuję. Wiem, że obraz powie o wiele więcej. Zgadzam się na ten chaos. Na Jej zarządzanie.
On próbuje ją uspokoić, wyciszyć, mówi prawie szeptem.
Ona łagodnym, lecz stanowczym tonem podaje mu
argumenty jego niedorzeczności spostrzeżeń.
Po pewnym czasie pytam o co chodzi:
Ona: Czuję się przez niego wykorzystywana...
Ja: Jesteś wykorzystywana seksualnie?
Ona: Nie, nie, skąd - chodzi mi o to, że on mi rozkazuje co mam robić. Wydaje komendy. Zarządza. Nakazuje. No wykorzystuje po prostu.
Jest pobudzona. Dumna z siebie. Pokazuje mu ostentacyjnie, że wreszcie ktoś to usłyszał i teraz się wszystko wydało. Ale ona się nie da!
Oddycham i przyglądam się sobie uważnie.
Obserwuję ich. Całą sobą.
On nie mówi nadal nic.
Po chwili kolejnej ciszy pytam:
Ja: A w jakim stopniu Ty wykorzystujesz Jego?
Jest zaszokowana. Zaskoczona. Patrzy na mnie oburzona.
Ja; Zapytaj się siebie. Szczerze. Otwarcie. Spokojnie.
Milczymy długi czas.
Ona powtarza tylko: nie wiem, nie wiem. Nie wykorzystuję.
Po kolejnym milczeniu On się odzywa.
On: Wykorzystujesz mnie jak Twój Ojciec Twoją Matkę...
Ja: Tak.
Związek z nim ma być podtrzymaniem Twojej wierności Mamie. Ja taka jak Ty. W tej rodzinie Mamo teraz Kobiety wykorzystują...
Po dłuższej chwili rozmowy i odniesieniu do obrazu oraz moich słów ona nagle mówi: Ona: przypomniało mi się, jak moja Mama przed ślubem, wieczorem, podczas rozmowy, powiedziała mi: tylko się nie dawaj wykorzystywać jak ja... bądĄ mądrzejsza!
Ja: Mówisz do Niej w sercu dziecka...
Tak Mamo, z tej miłości do Ciebie, z wierności Tobie,
będę żyła Twoim spełnionym marzeniem...
Po chwili ciszy dopytuję jeszcze:
Tylko czy to jest nadal Twoje życie wtedy?



Pewna kobieta zadzwoniła do mnie
i zapytała, jak wytrzymać z Mamą,
bo relacja nie jest łatwa.
Jak ją ( Mamę ) zmienić.

Powiedziałam:
Zmień siebie.

Jak?
Zanim ponownie wejdziesz w uczucie "wytrzymać", "trudno", "zmienić"
podejdĄ blisko i
wsłuchaj się w rytm bicia Jej serca...
Klientka była wstrząśnięta i poruszona.
Miała ciarki i oddychała głęboko.
Powiedziała: To potężne.

A ja myślałam od jakiegoś czasu, że zacznę żyć w pełni, kiedy jej serce przestanie bić...
Teraz jestem poruszona do głębi. Jakby prąd życia przeszedł przez moje ciało.

Ja również jestem wzruszona.
Dziękuję. Chętnie.



Zamknij oczy
i zobacz w swoim wewnętrznym obrazie
Twoją Mamę.
Taką, jaka Ona jest, albo jaka była.
Oddychaj.
Po prostu patrz.

Zwyczajna kobieta, jak miliony innych kobiet
i nadzwyczajna zarazem,
bo to Twoja Mama.
Dokładnie taka dana Ci przez Los.
Dokładnie taka przez ten Los chciana.
Najwłaściwsza.

Z tym wszystkim, co powiedziała, albo czego nie powiedziała.
Z tym wszystkim, co zrobiła, albo czego nie zrobiła.
Tak.
Tak było, kochana Mamo.
Tak.
Tak jest, kochana Mamo.
Wiele mnie bolało.
Bardzo bolało.
Do teraz, kiedy sobie przypomnę, jest mi ciężko i czuję żal.
Jednak dziś, będąc dorosłym człowiekiem,
zwyczajną kobietą / zwyczajnym mężczyzną,
wiem, że jesteś moim darem od Życia.
Tym najcenniejszym.
Tym, przy którym musiałam / musiałem wzrastać.

Dziękuję Ci za moje życie.
Cóż jest ponad?
Dziękuję Ci, że jesteś.
Nadal ze mną tu na ziemi,
albo już tam w niebie,
jak mój Anioł Stróż.
Nic nie może być na darmo Mamo.
Nic nie będzie na darmo Mamo.

Przecież cała istota naszej miłości, kochana Mamo,
zawiera się w cichym
i pełnym nabożności zdaniu:
„Moja Mama, moja kochana Mama”...

A potem wyobraĄ sobie,
jak podchodzisz do niej, a ona bierze Cię w ramiona,
jak kiedyś.
Leżysz przy jej sercu wzruszony i radosny zarazem.

Pozwolić sobie pójść ku niej,
to jak dać sobie prawo do pełni życia...
Oddychaj więc i czerp.

I tak trwaj przy Niej
Pełna / pełen uzdrawiającego zapomnienia
i uleczającej obecności.

Pobłogosław mnie proszę Mamo
na moją nową drogę życia.
Pobłogosław siłą Twojej matczynej Mocy, abym poszła / poszedł spokojna / spokojny dalej,
przepełniona / przepełniony Twoją miłością,
tak zwyczajną
i nadzwyczajną zarazem.

Ty i ja.
Tu i teraz.
Od teraz już Tak,
Mamo.
Tak Tobie
i Tak mojemu Życiu...

Copyrighy by Bert Hellinger
Opracowanie: Anna Choińska
(medytacja ta złożona została z fragmentów wykładów, ustawień i medytacji prowadzonych przez Berta Hellingera podczas warsztatów i spotkań w Niemczech na podstawie zapisków i notatek)


Pewien mężczyzna przyszedł na sesję TMT z Tatą.

Cały czas mówił o pustce, o przerwaniu, o zamrożeniu w okolicy serca i że stało się to w czasie Jego dojrzewania. Pamięta doskonale, jak siedział w swoim pokoju i nagle poczuł jakąś ogromną samotność i ból serca.
W trakcie rozmowy okazało się, że jego Tato zmarł nagle na serce, kiedy Mężczyzna ten miał około 16 lat. Jednak dowiedział się o tym wiele lat póĄniej, gdyż Mama i Babcia ukrywała przed nim ten fakt. Rodzice byli już długo po rozwodzie.
Kiedy połączył ze sobą te dwa fakty, był wstrząśnięty. Powoli analizował całą sytuację. Składał w całość obrazy. Wzruszające było być obok i obserwować, jak zapada się coraz bardziej w potężny smutek.
Powiedziałam: Nie pożegnałeś się ze swoim Tatą...
Odpowiedział: Tak... Nie miałem możliwości.
Wtedy poprosiłam, aby wrócił w obrazie do tego momentu, kiedy skostniało Jego serce. Gdy wszedł w odczucia w pełni, wtedy zaczął powoli i z wielkim bólem czołgać się do reprezentanta Taty (wolontariusz), leżącego w pewnej odległości na podłodze... gdy wreszcie dotarł do Niego, położył się na Nim serce do serca i płacząc szeptał:
Nie zdążyłem Tato, nie wiedziałem, tylko serce umarło razem z Tobą...
Płakał, leżał bez ruchu i wyrażał swoją miłość.
Po dłuższym czasie poprosiłam, aby reprezentant Taty wziął Go w ramiona. Siedzieli tak przez pewien czas, aż osoba trzymająca położyła rękę na sercu Klienta i zaczęła gładzić, rozcierać i dmuchać ciepłe powietrze, aby przywrócić ciepło i wypełnić pustkę...
Powrót do Ojca, do Serca...
Po sesji powiedział nam, że czuje się znów jak małe dziecko, jak koziołek, który biegał jak szalony po zielonej łące z Tatą w sadzie... Wrócił do ostatniego obrazu, jaki zapamiętał przed rozwodem Rodziców...
I w tym pozostał, oddychając pełną piersią!



Kiedy wszystko jest właściwe. Czy kiedy wszystko jest właściwe takie, jakie ono jest, wtedy zwolnieni jesteśmy z empatii?
Pewna kobieta:
Byłam na ustawieniach jakiś czas temu i osoba prowadząca powiedziała, że w systemie mojej matki jest tyle zła, że nie da się tu nic zrobić i muszę się od niej odwrócić, stanąć tyłem. I mój tata też ma się odwrócić. Przyznaję - zamarłam. Zobaczyłam ten obraz i poczułam głęboki smutek. Powiedziałam: Dziecko kochane, jak prowadzący musiał bardzo mocno dojść do swojej granicy ludzkiej empatii dla drugiego człowieka, że kazał się klientowi odwrócić tyłem do własnej matki? WyobraĄ sobie ( kliencie, terapeuto), że twoje własne dziecko idzie na ustawienia ( jakąkolwiek terapię), szuka pomocy, jest poranione, zrozpaczone, głodne ciebie i twojej miłości, a ty - jego matka - masz tak obciążony system, że nie możesz nic więcej dać i zrobić, niż to co jest. A pomagający mówi twojemu dziecku: odwróć się tyłem do swojej matki... Tak, ja wiem, że czasem ciężar rodziny jest tak duży i uwikłanie w jej los tak głębokie, że faktycznie dochodzimy do ściany. Tylko jakby to było, gdyby wtedy powiedzieć klientowi - dziecku stojącemu bezsilnie w obliczu tego wszystkiego - Wycofaj się, stań w pewnym dystansie, popatrz na swoją mamę i z czystej, ludzkiej empatii powiedz: jestem na to wszystko za mała / za mały mamo. Jeśli jest jakaś szansa, jeśli jest cokolwiek, czego mogę się uchwycić, to teraz poczekam na to od tej większej Siły. Twoje dzieło co do mnie się dokonało. Pytam raz jeszcze, czy kiedy wszystko jest właściwe takie, jakie ono jest, wtedy zwolnieni jesteśmy z empatii? Zwłaszcza, kiedy pracujemy z drugim człowiekiem... Słowo słowu nie jest równe, obraz obrazowi nie jest równy, ale serce sercu MUSI być równe bez względu na okoliczności. P.S. I jeszcze jedno: kim my jesteśmy, że dajemy sobie prawo do zdania: nie da się tu nic zrobić. Zwłaszcza w odniesieniu do Losu drugiego człowieka...

W Bielsku - Białej miałam pierwszy raz możliwość pracowania metodą TMT według Prekop z kobietą w ciąży ( 6 miesiąc). To był szczególny moment, poruszający serce, trudny do odtworzenia słowami... Kobieta docierająca do swojej mamy, wtulająca się w nią najściślej i mająca swoje własne dziecko w sobie... Potęgę połączenia trzech pokoleń kobiet... Okryte wielkim, wełnianym pledem, przytulone do siebie do głębi, leżały jak w jaskini kobiecości, albo w łonie Boga... jak przy prapoczątku. A w tle słowa: "Kiedy byłam jak kropelka, czułam serca Twego bicie i wiedziałam jak jest wielka, miłość która daje życie. Kocham Cię, kocham mamo, wiem, że Ty czujesz to samo..." Mam łzy w oczach na samo wspomnienie... Dziękuję Ci E. że przyszłaś, że mi zaufałaś, że wolno mi było Ci (Wam) w tym towarzyszyć. Nic nie jest oczywiste, wszystko jest darem!



Pewna kobieta przyszła na sesję TMT ponieważ tkwiła w ciągle powtarzanej przez mamę historii o tym, jak była brzydka po porodzie i powrót z nią do domu ze szpitala kojarzył się mamie ze wstydem. Powtarzanie o tym, zwłaszcza przy świątecznym stole, sprawiało dziecku z wtedy ogromny ból. Spowodowało to w niej odrzucenie siebie samej, które trwa do dziś. Do tego dochodził ciągły lęk o to, jak zareaguje tato - będzie czy też nie będzie się odzywał do córki, kiedy tylko zrobi coś nie tak. Podczas sesji, jako pięcioletnia dziewczynka, wróciła do czasu grudniowych świąt i do chwili, kiedy mama po raz kolejny wróciła do znanej już opowieści. Schowana pod kocem dziewczynka wyraziła po ok. 37 latach swoje cierpienie, zamrożenie i ogromny ból. "pozwoliła" mamie schować się razem z nią i w tej bezpiecznej atmosferze krok po kroku wróciły do miłości, bliskości i relacji mama i córka. Wzruszający moment nastąpił wtedy, kiedy mama ( osoba trzymająca) powiedziała płacząc: ja tylko chciałam, żeby to była zabawna historia... okazało się, że w rodzinie mamy - począwszy od babci - wszystkie kobiety były niezauważane i stały w cieniu mężczyzn / mężów. Szukały możliwości wyjścia z cienia. Tak jak i sama klientka... W ostatniej części, pożegnania i wyjścia na własną drogę przekroczyła granicę, aby wyjść z ukrycia do światła... z kokonu wyłonił się uśmiechnięty i piękny motyl...



Pewna kobieta podczas spotkania nie potrafiła się pojednać z mamą z powodu powracającego do niej żalu z powodu potężnych klapsów, jakie dostała za to, że o mało nie wpadła pod samochód ( miała wtedy 5 lat). Podczas sesji udało się jej "zatrzymać" razy i przemienić je w głaskanie, przytulanie i bycie blisko. Kiedy przeszłyśmy do pracy z mamą ( etap 2) nagle, zanim zrobiłyśmy jakąkolwiek pracę, z wielkim szokiem powiedziała: przecież moja mama widział, jak pod auto wpadł jej brat! Zrozumiała, skąd w mamie wtedy ( w dzieciństwie córki) pojawiła się taka agresja w sytuacji z samochodem. Klienta był zaszokowana przede wszystkim tym, że dopiero teraz ( po 48 latach!) zrozumiała tą zależność. Potem z uwolnienia, olśnienia i szczęścia płakała w ramionach mamy i z radości na wewnętrzny spokój. Tak, czasem oczywistości są najgłębiej przed nami ukryte... a uświadomienie sobie tego, co takie proste, daje najsilniejsze emocje! Zanim wyszła potrzebowała długiej chwili, aby przestać płakać i śmiać się na przemian z radości!



Pewna kobieta powiedziała, że dokładnie pamięta, jak mając 1.5 roku(!) mama zostawiła ją i jej siostrę u babci, a ona do dziś czuje tą niemoc i niemożność wołania jej. Podczas pracy udało się jej dotknąć tego czasu i po raz pierwszy w życiu zaczęła z całych sił krzyczeć i nawoływać. Z gardła wydobył się potężny szloch i słowo MAMO powtarzane kilkanaście razy - to zrozpaczone niemowlę krzyczało. Po sesji powiedziała: to, co utknęło w moim gardle nareszcie wydobyło się na zewnątrz. Mogę wołać moje życie, a ono przyjdzie. To była poruszająca praca. Jej mama nie mogła krzyczeć, kiedy będąc malutką dziewczynką wyrywano jej ( bez znieczulenia!) wszystkie zęby z powodu jakiejś choroby. Pojednanie z Rodzicami to wielkie narzędzie, ważne, otwierające serce na życie, czyli ... na naszą mamę.



Pewna kobieta przyszła do mnie na spotkanie indywidualne, gdyż całe życie czuła się niewidziana przez innych... w trakcie pracy poprzez wizualizację z elementami mocnego trzymania zrozumiała, że to jej mama MIAŁA BYĆ NIEWIDZIALNA, kiedy w czasie wojny, do wioski w której żyła mama przyjechali Niemcy i szukali młodych kobiet... To uświadomienie pozwoliło jej w pełni zrozumieć nie tylko siebie, ale i mamę, odblokowało przepływ zrozumienia, szacunku i miłości...

Wszelkie prawa zastrzeżone